LISTOPAD – miesiąc poświęcony pamięci zmarłych

Podróże z duszą: LISTOPAD – miesiąc poświęcony pamięci zmarłych

Podróże z duszą: LISTOPAD – miesiąc poświęcony pamięci zmarłych

Zaczyna się 1 listopada – Dzień Wszystkich Świętych.

Ufam, że każdy z nas ma „swojego świętego”, z którym jest szczególnie zaprzyjaźniony, do którego zwraca się o pośrednictwo w wypraszaniu dla siebie potrzebnych łask u Boga Ojca. Kościół nazywa tę więź Obcowaniem świętych.

O skuteczności takiego wstawiennictwa świętego Judy Tadeusza przekonała się moja ciocia Kazia, starsza siostra mojej mamy, w beznadziejnej dla niej sytuacji życiowej. W lipcu pisałam o jej udziale w Powstaniu Wileńskim w 1944 r. Opowiadanie zakończyłam na fakcie wyprowadzenia więźniarek w dniu 10 marca 1945 r. w uformowanym szyku na dworzec w Wilnie, gdzie kazano im na kolanach wsiąść do pociągu towarowego, do wagonów przeznaczonych do przewozu bydła. Pociąg docelowo jechał do Saratowa w głębi Rosji, już na terenie Syberii.

Kobiety z tego transportu – „Etapu”, jak określali to strażnicy więzienni – nie były wcześniej osądzone, więc żadna nie miała wyroku sądowego. Były wcześniej osadzone w areszcie i przesłuchiwane nocami, ale do rozpraw sądowych nie doszło. Żadna nie podpisała dokumentu, który podsuwali im w czasie przesłuchań śledczy. Miały się w nim przyznać do dezercji z Armii Czerwonej. Zgodnie twierdziły, że jako Polki nigdy nie służyły w Armii Radzieckiej, która miała zakaz przyjmowania w swoje szeregi obcokrajowców. Służyły w wojsku polskim, w Armii Krajowej.

W spisanych wspomnieniach ciocia napisała o swoich codziennych gorących modlitwach zanoszonych na pryczy więziennej do świętego Judy Tadeusza, patrona spraw beznadziejnych.

10 marca 1945 roku był mroźnym dniem. W więzieniu wileńskim na Łukiszkach zaczął się niecodzienny ruch. Więźniarki zagoniono od samego rana do łaźni, wydano im czystą bieliznę i ubrania i nie odprowadzano do cel, ale na podwórzu formowano w szpaler. Stali już tam na koniach strażnicy z nahajkami i psami na długich smyczach.

Kobiety marzły bardzo, bo długo trwało, zanim wszystkie przeznaczone do transportu były gotowe po tych higienicznych zabiegach. Uformowany konwój więźniarek pilnowany przez strażników i ich wytresowane groźne psy ruszył pieszo na dworzec w Wilnie, gdzie czekał już pociąg towarowy. Kazano wchodzić do wagonu na kolanach, by rodziny, które czekały na ten konwój, nie mogły pożegnać się ze swoimi bliskimi bohaterkami.

Ciocia już w łaźni poczuła się bardzo źle, czuła, że ma bardzo wysoką gorączkę. Nie mogła ustać na nogach i właściwie przez drogę na dworzec koleżanki ją podtrzymywały, a właściwie wlokły. Szczęście, że dworzec był niedaleko od więzienia. Do wagonu wciągnęły ją towarzyszki niedoli kryjąc przed strażnikami jej stan, w obawie, że ci ją po prostu zastrzelą. W wagonie natychmiast położono ją na podłodze wyścieloną słomą i na tym posłaniu od razu straciła przytomność. Odzyskała ją dopiero na łóżku szpitala więziennego w Mińsku. W szpitalu dowiedziała się, że przynieśli ją tam nieprzytomną jacyś ludzie, którzy znaleźli ją na peronie na pryzmie zmarzniętego śniegu. Ktoś widział, jak strażnicy wyrzucają z pociągu czyjeś ciało i po odjeździe pociągu podeszli, by zobaczyć czy żyje. Strażnicy potraktowali nieprzytomną więźniarkę jako zmarłą w transporcie i pozbyli się kłopotu – wszak przed nimi daleka droga. A dokumenty cioci pojechały dalej do miejsca przeznaczenia. Nie dowiedziała się nigdy, komu tak naprawdę zawdzięczała życie. Kto zdecydował się sprawdzić, czy leżący na pryzmie człowiek daje znaki życia i zorganizował pomoc.

W tym szpitalu zdiagnozowali chorobę – tyfus – i skutecznie ciocię z niej wyleczyli. Opiekowała się nią lekarka, kobieta o dobrym sercu, bardzo życzliwa. To ona zadecydowała o dalszym losie cioci wystawiając jej zaświadczenie stwierdzające, że pacjentka na skutek przebytych chorób nie kwalifikuje się do ciężkich robót. Z całą świadomością i odpowiedzialnością dopisała jej do karty chorobowej gruźlicę, bo na tę chorobę zmarł cioci tato w 1931 r. Ten wpis był argumentem do wystawienia zaświadczenia, o którym wspomniałam. Naprawdę tej choroby ciocia nie odziedziczyła.

Po zakończeniu leczenia i rekonwalescencji, gdy dłużej nie dało się jej przetrzymywać w szpitalu, została odtransportowana do więzienia w Wilnie na Łukiszki. Już jej nie przesłuchiwali, ani nie szykowali do następnych etapów. Wypuścili ją na wolność w sierpniu 1945 roku.

Jej mama, a moja babcia Wiktoria podjęła natychmiastową decyzję o jak najszybszym opuszczeniu Wilna w obawie, że znowu władza upomni się o ciocię. Już we wrześniu 1945 r. cała trójka – bo w rodzinie była jeszcze młodsza o 2 lata siostra cioci, a moja mama Czesława – opuściły Wilno pociągiem z innymi repatriantami i dotarły do Białegostoku. Tam w PUR (Polski Urząd Repatriacyjny) oczekiwały około dwóch tygodni na przydział nowego miejsca przeznaczenia. Otrzymały je na terenach dawnych Prus Wschodnich. Rodzina przeszła jeszcze wiele, nim znalazła się w mieście Gdańsk, które stało się ich domem rodzinnym.

W kwietniu 1949 roku ciocia urodziła syna i dała mu na imię Tadeusz. Wszyscy w rodzinie wiemy od niej, że to imię zostało nadane pierwszemu synowi w dowód wdzięczności za wstawiennictwo świętego Judy Tadeusza w trudnych dla niej chwilach życia. Do końca swoich dni miała ogromną estymę do tego świętego i przekonanie, że to dzięki jego interwencji uniknęła losu swoich koleżanek z partyzantki, które powróciły z zesłania po 10 latach. Przeszły tam niezasłużone piekło na ziemi, tylko dlatego, że dały świadectwo prawdzie. Drogo je ta prawda kosztowała.

W swoich podróżach nawiedziliśmy kościół pod wezwaniem Wszystkich ŚwiętychWilnie przy ulicy Rudnickiej 20/1. W tym kościele przed stu laty ślubowali sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską rodzice mojego taty: Edward i Kazimiera. Świątynia stanowi całość barokowego zespołu budowli, wybudowanego w latach 1620 – 1632 dla zakonu karmelitów trzewiczkowych. Po kasacie zakonów przez władze carskie budynek klasztoru marnieje, a do końca II wojny światowej w 1945 r. kościołem opiekowali się księża diecezjalni.

Koło tego kościoła znajdowało się wejście do getta żydowskiego utworzonego po wkroczeniu Niemców do Wilna w 1941 r. Ówczesny ksiądz proboszcz zaangażował się w pomoc Żydom. Ołtarz główny został poświęcony Wszystkim Świętym. Po 1945 roku kościół został zamknięty. W latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku urządzono w nim Muzeum Litewskiej Sztuki Ludowej. We wrześniu 1991 r. został zwrócony katolikom i rozpoczęto jego renowację. Zaginione obrazy zastąpiono nowymi. Przywrócono dwie boczne kaplice: jedna dedykowana Matce Boskiej Bolesnej, druga – patronowi zakonu, dla którego wybudowano ten zespół, czyli prorokowi Eliaszowi.

Wielką wiarę w Obcowanie świętych ma obecny ksiądz proboszcz kościoła parafialnego pw. św. Jana Chrzciciela we wsi Zielonka Pasłęcka na Warmii. Kościół wybudowano na przełomie wieku XVI/XVII (1778 – 1792). Do 1945 roku kościół był zborem ewangelickim, jako że wieś leżała wówczas na terenie Prus Wschodnich. Powróciła do Polski po 1945 r. wraz z osadnictwem nowej ludności przybyłej z Podola. Przez pierwsze kilka lat nosiła nazwę Wołyniec. Władza ludowa kazała nazwę zmienić.

W 1987 r. Biskup Warmiński Edmund Piszcz intronizował w tym kościele cudowny obraz Pana Jezusa Miłosiernego, ustanawiając tym samym w tej niewielkiej wiejskiej świątyni Sanktuarium Jezusa Miłosiernego. Obraz od 1920 roku przechodził różne dzieje, ale dość powiedzieć, że był przez lata znany jako cudowny Tarnorudzki obraz Jezusa Boleściwego na Podolu.

Ksiądz Czesław Drężek jest twórcą i pierwszym kustoszem tego sanktuarium, które wzbogacił również w relikwie 84 świętych i błogosławionych pragnąc ich obecności w tym świętym miejscu i ich orędownictwa. Każda relikwia jest godnie eksponowana w pięknym relikwiarzu.

Od 2 listopada przez 7 dni możemy pomóc duszom w czyśćcu cierpiącym uzyskując dla nich odpusty. W tym roku z uwagi na zamknięcie cmentarzy w dniach 1– 2 XI z powodu pandemii koronowirusa papież Franciszek dał szansę nam żyjącym, ale i naszym bliskim zmarłym, na uzyskanie odpustu do końca listopada.

Spotkaliśmy w naszych podróżach różne miejsca pochówku, zbiorowe mogiły, pojedyncze groby, ale też bogate mauzolea. Dziś pragniemy pokazać napotkane mauzolea.

Wanda Lange

Zdjęcia Konrad Lange:

Kościół Wszystkich Świętych w Wilnie w roku 2019

Zielonka Pasłęcka – bogactwo relikwii

Wszystko o relikwiach z Zielonki

Kadyny – miejscowość na ŻUŁAWACH Mauzoleum rodziny kupieckiej BIRKNERÓW

Ołdrzychowice – Dolny Śląsk – Kotlina Kłodzka Mauzoleum rodu von Magnis (ród magnacki z Moraw)

Korbielowice wokolicach Ślęży Mauzoleum pruskiego feldmarszałka G. L. von Blüchera

Kórnik Krypty Zamoyskich i Działyńskich

Rogalin Mauzoleum Raczyńskich

Zakopane Mauzoleum Kasprowiczów

Related Posts

Enter your keyword