Cuda eucharystyczne w Polsce

Cuda eucharystyczne w Polsce

Cuda eucharystyczne w Polsce

Czerwiec to miesiąc poświęcony Sercu Pana Jezusa. Uroczyście obchodzimy w tym miesiącu święto Bożego Ciała, kiedy to sam Jezus w Hostii wychodzi z polskich kościołów i w procesjach po ulicach naszych miast, miasteczek, dzielnic i wiejskich drogach wchodzi między nas. Czasem decyduje się przypomnieć nam, że naprawdę jest w tych hostiach żywy i obecny. W Polsce odnotowano kilka takich nadzwyczajnych zdarzeń, które nazywamy cudami eucharystycznymi.

Pierwsze takie wydarzenie związane z Hostią miało miejsce na początku XIV wieku w Głotowie, wsi leżącej na pograniczu dawnych krain plemiennych Warmii i Pogezanii. Jej pierwszymi mieszkańcami byli Pogezańscy Prusowie. W drugiej połowie XIII w. zostali oni wypędzeni przez Krzyżaków, którzy na ich miejsce sprowadzili osadników ze Śląska. Krzyżacy podbijali także Litwinów, którzy w odwecie napadali na miejsca, które Krzyżacy zchrystianizowali. I tak w 1300 roku Głotowo sięgnął najazd Litwinów, którym prawdopodobnie towarzyszyli wygnani stąd wcześniej Prusowie.

Jak głosi legenda, chrześcijańscy mieszkańcy wsi widząc zbliżających się Litwinów, ukryli w obawie przed zbezczeszczeniem cyborium z Najświętszym Sakramentem zakopując je w ziemi niedaleko kościoła. Mieszkańców wsi w większości wybito, a wieś doszczętnie spalono. Ostatecznie nikt nie wiedział gdzie Najświętszy Sakrament ukryto.

Dopiero kilkanaście lat później pewien rolnik podczas orki przypadkowo trafił na nienaruszoną Hostię. Pod koniec pracy na polu pod wieczór, nagle socha zaparła się, woły szarpnęły mocniej i zaprzęg stanął. Oracz chciał pogonić woły, ale oszołomiła go nagła zmiana w otoczeniu. Pole rozjaśniło się jak w południe, a blask dochodził gdzieś spod ziemi, oświetlając klęczące woły wpatrzone w jeden punkt. Światłość wydobywała się pomiędzy oblepionymi ziemią resztkami jakiegoś naczynia. Był to kielich, a w nim śnieżnobiała Hostia.

Cudownie odnalezioną puszkę z Hostią w uroczystej procesji przeniesiono do kościoła w pobliżu w Dobrym Mieście, ale – jak głosi klechda – w niewyjaśniony sposób wróciła ona na miejsce, w którym została ukryta. Odczytano to jako jednoznaczny znak Boży i na miejscu spalonego kościoła wybudowano nowy, murowany z cegły i kamienia, ku czci Bożego Ciała. Wraz z nowym kościołem na nowo rozwinęła się osada – formalnie ustanowiona w 1313 roku dokumentem lokacyjnym wystawionym przez warmińskiego biskupa Eberharda z Nysy.

W 1356 roku wieś została ponownie spalona przez Litwinów, ale szybko odbudowała się i zaludniła. W tym czasie rozwinął się tu już ruch pątniczy. O nadzwyczajnych zajściach, otrzymanych łaskach i cudach mówią zapiski już w 1347 roku w dokumencie kolejnego biskupa warmińskiego, Hermana z Pragi. W kolejnych latach popularność wsi jako celu pielgrzymek stale rosła, szczególnie po przyłączeniu w 1466 roku Warmii do Rzeczpospolitej.

Kult Najświętszego Sakramentu nie uległ tu zachwianiu nawet w czasach protestanckiej reformacji. Zapewne przyczyniła się do tego kradzież Hostii w 1596 r. i jej szczęśliwe odnalezienie po około pół roku, pod mostem między Dobrym Miastem a oddaloną o 6 km wsią Praślity w stanie nienaruszonym. Szczęśliwie w XVII wieku Głotowo omijały zarazy, a także wojska szwedzkie, które w tym czasie dwukrotnie najechały Polskę. Wówczas była to wieś zamożnych chłopów. Ziemia była żyzna, a spore dochody przynosiła uprawa lnu i hodowla owiec.

Rosnąca liczba pielgrzymów spowodowała, że niewielki kościółek XIV-wieczny przestał wystarczać na potrzeby wiernych. Dlatego w pierwszej połowie XVIII w. na jego miejscu zbudowano nową barokową świątynię, która przetrwała do naszych czasów jako kościół pod wezwaniem Najświętszego Zbawiciela i św. Floriana. Całe bogate wnętrze ukazuje teologię Eucharystii.

Wiek XIX nie był łaskawy dla Głotowa.Wieś zaczęła zatracać charakter miejsca szczególnego kultu Najświętszego Sakramentu. Przyczyniły się to tego:

– dekret z 1810 roku wydany przez rząd pruski dotyczący sekularyzacji dóbr kościelnych – Głotowoutraciło statut kolegiaty i stało się zwykłą parafią;

– pożar, który strawił część świątyni dziesięć lat później – głównie ucierpiał dach;

– trwała nasilająca się presja protestancka, która osiągnęła swój punkt kulminacyjny w tzw. kulturkampfie – wznowieniu nacisków prowadzących do ograniczenia roli kościoła katolickiego w życiu społeczeństwa.

Ruch pątniczy skurczył się do tradycyjnych warmińskich, ludowych pielgrzymek. Z chwilą powstania przy świątyni Kalwarii Warmińskiej, stopniowo rodził się nowy kult czcicieli Męki Pańskiej, a zanikał kult Najświętszego Sakramentu.

***

Drugim miejscem, gdzie wydarzył się cud eucharystyczny, jaki chcemy przedstawić, jest miasteczko na Podlasiu na Wschodzie Polski – Sokółka, leżące tuż przy granicy z Białorusią, w odległości 40 km od Grodna. 12 października 2008 roku, tuż po beatyfikacji sługi Bożego ks. Michała Sopoćki, doszło tam do eucharystycznego wydarzenia podczas niedzielnej Mszy świętej. O godz. 8.30 sprawowano Eucharystię w kościele parafialnym p.w. św. Antoniego z Padwy. W trakcie udzielania Komunii świętej jednemu z kapłanów wypadł na stopień ołtarza konsekrowany Komunikant. Kapłan przerwał udzielanie sakramentu, podniósł Komunikant i zgodnie z przepisem liturgicznym, włożył Go do małego naczynia z wodą, zwanego vasculum, stającego zwykle przy tabernakulum, a służącego kapłanowi do obmycia palców po udzieleniu Komunii świętej. Komunikant miał się w tym naczyniu rozpuścić. Kościół bowiem przyjmuje, że po rozpuszczeniu w wodzie Chleba Eucharystycznego nie ma już Ciała żywego Boga i jego szczególnej Obecności.

Po Mszy świętej siostra Julia Dubowska, zakrystianka z posługującego w parafii Zgromadzenia Sióstr Eucharystek, mając świadomość, że Komunikant będzie rozpuszczał się jakiś czas, na polecenie ks. kan. Stanisława Gniedziejko, proboszcza parafii, przelała zawartość vasculum do innego naczynia i umieściła je w sejfie znajdującym się w zakrystii kościoła. Klucze do zakrystii miała tylko siostra i ksiądz Proboszcz.

Po tygodniu, 19 października, w niedzielę misyjną, siostra Julia przynaglona zapytaniem ks. Proboszcza o stan Komunikantu, kolejny raz zajrzała do sejfu. Otwierając go poczuła – jak sama to określiła – delikatny zapach przaśnego chleba. Po otwarciu naczynia zobaczyła czystą, niezmąconą wodę z rozpuszczającym się w niej Komunikantem, na środku którego widniała substancja przypominająca wyglądem skrzep krwi, mająca postać jakby żywej cząstki ciała. Czerwień była bardzo intensywna, a woda, o dziwo, przezroczysta. Siostra wyjęła naczynie z sejfu, postawiła na kredensie w zakrystii i natychmiast powiadomiła ks. Proboszcza, który nadszedł wraz z miejscowymi kapłanami i misjonarzem, ks. Ryszardem Górowskim. Wszyscy byli zaskoczeni i zadziwieni tym, co ujrzeli.

Zachowano dyskrecję i ostrożność. Bezzwłocznie powiadomiono o całym wydarzeniu metropolitę białostockiego, ks. abpa Edwarda Ozorowskiego, który przybył do Sokółki wraz z kanclerzem Kurii, księżmi infułatami i księżmi profesorami, by zobaczyć, co się stało. Wszyscy byli głęboko poruszeni. Zastanawiali się, czy jest to znak Boży, a jeśli tak, to jakie jest jego przesłanie, co robić dalej.

29 października naczynie z Komunikantem przeniesiono do kaplicy Miłosierdzia Bożego na plebanii i umieszczono w tabernakulum. Następnego dnia, decyzją ks. Arcybiskupa, Komunikant z widoczną na nim substancją eucharystyczną wyjęto z wody i przeniesiono czystą łyżeczką na mały korporał, który po złożeniu umieszczono w tabernakulum, w kustodium służącym do przechowywania i przenoszenia (np. do chorych) Chleba Eucharystycznego. Początkowo Komunikant wtopił się w białą tkaninę, na której pozostał widoczny brunatnoczerwony skrzep. Do połowy stycznia 2009 roku substancja w sposób naturalny zaschła i pozostawała jako żywy znak, w formie zakrzepłej krwi. Od tamtej pory nie zmieniła swojego wyglądu. W styczniu 2009 roku, decyzją Metropolity białostockiego, patomorfolog z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku prof. dr hab. Maria Sobaniec-Łotowska, w asyście m.in. Kanclerza Kurii i księży z parafii, komisyjnie pobrała próbkę z zaschniętej substancji eucharystycznej.

30 marca tegoż roku ks. Arcybiskup powołał specjalną komisję kościelną do zbadania zjawisk eucharystycznych wSokółce. Komisja nie orzekła cudu, bo – jak podkreśla ks. Andrzej Dębski, rzecznik prasowy Białostockiej Kurii Metropolitarnej – to nie leży w jej kompetencjach. 14 października 2009 roku Komisja wydała komunikat następującej treści:

Kuria Metropolitarna Białostocka informuje, iż zakończyła swoje prace Komisja Kościelna, powołana przez Księdza Arcybiskupa Edwarda Ozorowskiego (dnia 30 marca 2009 roku) do zbadania zjawisk eucharystycznych w Sokółce. Przebadała ona świadków wydarzeń i orzeczenia patomorfologów. Stan rzeczy wygląda następująco:

1. Dnia 12 października 2008 roku księdzu udzielającemu Komunii św. wypadł z puszki komunikant. Podniósł go i umieścił w vasculum przy tabernakulum. Po Mszy św. przeniesiono zawartość vasculum do naczynia w sejfie w zakrystii.

2. Dnia 19 października 2008 roku po otwarciu sejfu zobaczono na zanurzonym Komunikancie plamę, sprawiającą wrażenie krwi.

3. Dnia 29 października 2008 roku naczynie z Komunikantem przeniesiono do tabernakulum w kaplicy na plebanii. Następnego dnia Komunikant wyjęto z wody i położono na korporale w tabernakulum.

4. Dnia 7 stycznia 2009 roku z Komunikantu pobrano próbkę, która następnie została niezależnie zbadana przez dwóch profesorów specjalistów patomorfologów z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Wydali oni zgodne orzeczenie, które brzmi: „przysłany do oceny materiał (…) w ocenie dwóch niezależnych patomorfologów (…) wskazuje na tkankę mięśnia sercowego, a przynajmniej ze wszystkich tkanek żywych organizmu najbardziej ją przypomina”.

5. Komisja ustaliła, że Komunikant, z którego została pobrana próbka do ekspertyzy jest tym samym, który został przeniesiony z zakrystii do tabernakulum w kaplicy na plebanii. Ingerencji osób postronnych nie stwierdzono.

Akta sprawy zostały przekazane do Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie.

Wydarzenie z Sokółki nie sprzeciwia się wierze Kościoła, a raczej ją potwierdza. Kościół wyznaje, że po słowach konsekracji, mocą Ducha Świętego, chleb przemienia się w Ciało Chrystusa, a wino w jego Krew. Stanowi ono również wezwanie, aby szafarze Eucharystii z wiarą i uwagą rozdzielali Ciało Pańskie, a wierni, by ze czcią Je przyjmowali.

Ks. Andrzej Kakareko, Kanclerz Kurii.

Komunikant był w ten sposób przechowywany przez trzy lata, aż do uroczystego przeniesienia go do kościoła 2 października 2011 roku. Przez pierwszy rok zachowywano tajemnicę. Trwały badania naukowców, hierarchów kościelnych, a nawet prokuratury. Pobrany materiał eucharystyczny zbadali, niezależnie od siebie, prof. Maria Sobaniec-Łotowska i prof. dr hab. Stanisław Sulkowski, oboje z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Profesor Sulkowski nie wiedział, skąd materiał pochodzi. Badania zostały dokładnie opisane i sfotografowane. Kompletną ich dokumentację złożono w Kurii Metropolitarnej Białostockiej oraz Nuncjaturze Apostolskiej w Warszawie. Wyniki obu niezależnych badań całkowicie się pokrywały. Zbadana substancja eucharystyczna okazała się tkanką mięśnia sercowego człowieka w stanie agonii. Jej struktura wskazywała na to, że została pobrana od osoby żyjącej.

Przez trzy lata cząstkę Ciała Pańskiego mogli zobaczyć jedynie nieliczni kapłani i to za zgoda ks. Arcybiskupa. Po zbadaniu sprawy i zasięgnięciu opinii specjalistów, życzeniem ks. Arcybiskupa było publiczne wystawienie cząstki Ciała Pańskiego. W sokólskiej Kolegiacie przez dwa lata przygotowywano kaplicę do całodziennej adoracji. Jest to boczna kaplica Matki Bożej Różańcowej, w której stworzono właściwe warunki do wystawienia i adoracji Najświętszego Sakramentu i zachowanej cząstki Ciała Pańskiego.

Na zakończenie uroczystej Mszy świętej 2 października 2011 roku ukazano cząstkę Ciała Pańskiego, którą następnie przeniesiono w specjalnie sporządzonej monstrancji wraz z Najświętszym Sakramentem, do zabezpieczonej bocznej kaplicy Matki Bożej Różańcowej. Tam jest ona dostępna dla wiernych przez cały czas aż do wieczornego zamknięcia świątyni.

We wspomnianej Mszy świętej wzięło udział 25.000 wiernych. W wygłoszonej podczas uroczystości homilii Arcybiskup Edward Ozorowski m.in. powiedział:

„Prawda Eucharystii opiera się na uwierzeniu Chrystusowi, że to co widzimy, jako chleb jest jego Ciałem i to co zawiera się w kielichu jako wino jest Jego Krwią. Zdarzało się jednak w historii, iż substancja Ciała Chrystusa lub Jego Krwi stawała się dostępna zmysłom człowieka. Tak też stało się w Sokółce. (…) To co wydarzyło się w Sokółce,wiążemy z wiarą. Ma ona być tak mocna, by to co niemożliwe, stawało się możliwe. (…) Co mamy czynić? Trzeba wzmocnić wiarę w Eucharystię i według niej prowadzić życie. Trzeba otoczyć szczególną troską odprawianie Mszy świętej, przyjmowanie Ciała Pańskiego i adorowanie Go w Najświętszym Sakramencie”.

Dlaczego Bóg wybrał akurat małe miasteczko na krańcach wschodnich dzisiejszej Polski? To pytanie pojawiło się we mnie, gdy w 2012 roku wraz z małżonkiem i grupą seniorów z Gdańskiej Stoczni Remontowej im. Józefa Piłsudskiego, adorowaliśmy w kaplicy Różańca Świętego w kościele św. Antoniego z Padwy Jezusa w postaci Hostii zabarwionej Jego Krwią.

Nie znalazłam na nie odpowiedzi. Natomiast spotkałam się z informacją, że wierni z tej parafii przed laty odmawiali przed każdą Mszą świętą odprawianą w kościele Koronkę Eucharystyczną:

„O Jezu utajony w Najświętszym Sakramencie,

jedyna Miłości nasza,

daj się ukochać, uwielbić i uczcić całemu światu”;

– te słowa odmawiano na małych paciorkach Różańca, na dużych natomiast modlono się:

„Niech będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament,

prawdziwe Ciało i Krew Pana naszego Jezusa, Chrystusa”.

Być może Pan Jezus odpowiedział swoim czcicielom w ten cudowny sposób. Fakt, że wydarzenie miało miejsce podczas Mszy świętej dziękczynnej za wyniesienie na ołtarze sługi Bożego ks. Michała Sopoćko, ma też zapewne znaczenie. Ten kapłan podarował dla tej świątyni obraz Jezusa Miłosiernego namalowany przez prof. Śledzińskiego. Obraz powstał jako oferta, w odpowiedzi na ogłoszony przez tego kapłana konkurs dla malarzy polskich żyjących w czasie pracy duszpasterskiej ks. Michała Sopoćko w Białymstoku. Wśród kilku prac różnych malarzy ksiądz Michał wybrał właśnie ten jako najbardziej zbliżony do pierwowzoru pozostawionego w Wilnie.

Niedługo po wydarzeniu cudu Eucharystycznego w Sokółce Pan Jezus ponownie przypomniał nam Polakom, że żyje pod postacią chleba eucharystycznego. Kolejny cud eucharystyczny miał miejsce na zachodzie naszego kraju, w Legnicy. O tym wydarzeniu napiszę innym razem.

Czerwiec 2021 rok

Wanda Lange

Zdjęcia autorstwa Konrada Lange:

Głotowo – kościół Najświętszego Zbawiciela i św. Floriana

Kościół Najświętszego Zbawiciela i Wszystkich Świętych w Dobrym Mieście

Sokółka – cud eucharystyczny

Źródła:

Cud eucharystyczny w Głotowie

Głotowo – Jerozolima Warmińska

Głotowo: Kalwaria warmińska – Szlak Świętej Warmii

Rzymskokatolicka Parafia pw. św. Zygmunta w Słomczynie

Parafia pw. św. Antoniego Padewskiego w Sokółce, Eucharystyczne wydarzenie w Sokółce, Wydawnictwo Fidei, Sokółka – Warszawa 2011

Related Posts

Enter your keyword