Pomorska kultura ulicy – gdzie dziś bije serce regionu
Pomorze kojarzy się zwykle z morzem, portami i tradycją żeglarską. Coraz częściej jednak pierwsze skojarzenie to kolorowe murale, tętniące życiem festiwale i sztuka w przestrzeni publicznej, która zmienia zwykłe ulice w otwartą galerię. Gdańsk, Gdynia, Sopot, ale też mniejsze miejscowości jak Słupsk, Tczew czy Lębork tworzą wspólnie niezwykle gęstą mapę działań artystycznych, które nie mieszczą się już w ramach klasycznego rozumienia „street artu”.
Pomorska kultura ulicy nie jest tylko dekoracją dla turystów. To narzędzie rozmowy o historii, tożsamości, konfliktach społecznych i lokalnej dumie. Łączy sztukę współczesną z kaszubskimi motywami, architekturę modernizmu z graffiti, portową surowość z subtelnymi muralami. I – co najważniejsze – aktywnie wciąga mieszkańców w tworzenie miasta, a nie tylko bierne korzystanie z niego.
Mapa murali Pomorza – gdzie szukać najciekawszych realizacji
Gdańsk – od stoczni po Zaspę
Gdańsk jest jednym z najważniejszych punktów na muralowej mapie Europy. To tutaj powstało jedno z największych zagęszczeń murali wielkoformatowych w Polsce, a wiele z nich ogląda się dziś jak rozdziały historii miasta zapisane na ścianach bloków i kamienic.
Najbardziej rozpoznawalnym miejscem jest osiedle Zaspa, stanowiące coś w rodzaju plenerowej galerii. Działa tu Gdańska Szkoła Muralu i coroczna wymiana artystów w ramach projektów festiwalowych. Murale z Zaspy opowiadają o Solidarności, Wolności, historii Gdańska, ale także o bardziej uniwersalnych emocjach: nadziei, przemianie, pamięci. Przestrzeń między blokami to nie tylko tło codziennych zakupów, ale realny scenariusz dla miejskich spacerów tematycznych.
Drugim ważnym obszarem jest teren postoczniowy – dziś Stocznia Cesarska i okolice Europejskiego Centrum Solidarności. Tutaj street art splata się z industrialną architekturą i ciężarem historii. Wiele realizacji powstało oddolnie, część w ramach legalnych projektów kuratorskich. Żelazne konstrukcje, ceglane mury i wielkopowierzchniowe grafiki tworzą niezwykły, nieco surowy pejzaż, który przyciąga fotografów i filmowców.
W centrum miasta murale pełnią inną funkcję. W dzielnicach takich jak Dolne Miasto, Nowy Port czy Orunia pojawiają się jako element procesów rewitalizacyjnych – nie tylko upiększają przestrzeń, lecz także pomagają budować lokalną tożsamość. Przykładem są murale odwołujące się do dawnego życia portowego, wizerunki historycznych postaci związanych z dzielnicą czy prace tworzone we współpracy z lokalną młodzieżą.
Gdynia – modernizm, port i street art
Gdynia, miasto zbudowane w duchu modernizmu, bardzo świadomie wykorzystuje sztukę ulicy do podkreślania swojej tożsamości. Tutaj murale często dialogują z architekturą – zamiast konkurować z prostymi bryłami kamienic, wzmacniają ich charakter.
W centrum Gdyni natknąć się można na murale inspirowane modernizmem, morzem i portem. Rejon ulic Abrahama, Starowiejskiej czy Władysława IV staje się areną dla prac, które łączą geometrię, typografię i morską symbolikę. Nieprzypadkowo sporo dzieł powstaje w sąsiedztwie Muzeum Miasta Gdyni czy Gdynia Design Days – festiwal designu przyciąga artystów, projektantów i kuratorów zainteresowanych działaniami w przestrzeni publicznej.
Ciekawym zjawiskiem jest wykorzystanie murali do zaznaczania „wejść” w konkretne dzielnice. Przy głównych ciągach komunikacyjnych (np. na Grabówku czy Oksywiu) pojawiają się prace tworzące rodzaj wizualnej bramy, często inspirowane lokalną historią wojskową, rybacką czy marynistyczną. Tego typu działania pomagają odczarować dzielnice, które dotychczas kojarzyły się wyłącznie z blokowiskami czy koszarami.
W pobliżu portu i stoczni gdynianie spotykają się natomiast z bardziej surową formą street artu – tu widać zarówno murale powstałe w ramach miejskich projektów, jak i pozostałości „nielegalnego” graffiti, które traktuje się coraz częściej jako historyczną warstwę miasta, a nie wyłącznie coś do zamalowania.
Sopot i mniejsze miasta regionu
Sopot nie jest tak gęsto „pomalowany” jak Gdańsk czy Gdynia, ale właśnie dzięki temu poszczególne realizacje mocno zapadają w pamięć. Murale pojawiają się głównie poza reprezentacyjnym Monciakiem – w bocznych uliczkach, przy szkołach, na ścianach budynków mieszkalnych. Wiele z nich nawiązuje do kultury kurortu, muzyki, życia nocnego, ale również do przyrody: lasu, plaż, wydm.
Wyraźny rozwój sceny streetartowej widać też w mniejszych miastach Pomorza. W Słupsku pojawiły się murale odnoszące się do pracy społecznej, otwartości i różnorodności; w Tczewie – do historii mostów i Wisły; w Lęborku – do lokalnych legend i postaci historycznych. Tego typu działania często inicjowane są przez domy kultury, biblioteki czy młodzieżowe rady miasta, co ma duże znaczenie wychowawcze i integracyjne.
Coraz częściej murale w mniejszych miejscowościach powstają w bezpośrednim dialogu z mieszkańcami. Artyści organizują warsztaty, rozmawiają o pomysłach, zbierają lokalne historie. Dzięki temu ściana nie jest jedynie „ładnym obrazkiem”, lecz wizualnym streszczeniem wspólnych doświadczeń – np. pamięci o dawnej fabryce, której już nie ma, czy o rzece, która była centrum życia miasta.

Festiwale, które zmieniły ulice Pomorza
Streetwaves – sztuka, która wychodzi z centrum
Jednym z przełomowych wydarzeń dla pomorskiej kultury ulicy był i jest festiwal Streetwaves. Jego znakiem rozpoznawczym jest wychodzenie poza oczywiste, „pocztówkowe” miejsca. Zamiast organizować koncerty i działania artystyczne w najbardziej oczywistych punktach turystycznych, Streetwaves wprowadzał sztukę na peryferia, do parków, na plaże oddalone od głównych ciągów czy w głąb dzielnic mieszkalnych.
Format festiwalu zakładał połączenie muzyki, performance’u, działań site-specific, murali i instalacji tymczasowych. Dla mieszkańców dzielnic takich jak Brzeźno, Nowy Port czy Orunia oznaczało to nagłe spotkanie z kulturą w codziennych przestrzeniach: na podwórkach, boiskach, pod wiaduktami. Dla artystów – szansę pracy w nietypowym otoczeniu, z bardzo różnorodną publicznością.
Streetwaves wyznaczył ważny trend: że festiwal sztuki ulicy nie musi być imprezą zamkniętą w wybranym kwartale miasta. Może działać jak wędrówka, tymczasowo oswajając kolejne rejony i zostawiając po sobie ślady – nie zawsze materialne, ale na pewno mentalne. Dla wielu mieszkańców była to pierwsza okazja, by zobaczyć performerów, instalacje świetlne czy murale powstające „tu i teraz”, pod blokiem.
Murale w ramach festiwali – Gdańsk, Gdynia, Słupsk
Odrębną kategorią są festiwale i projekty, w ramach których powstają konkretne murale. W Gdańsku przez wiele lat funkcjonowały cykliczne wydarzenia, podczas których zapraszano artystów z Polski i ze świata do tworzenia wielkoformatowych prac na Zaspie i w innych dzielnicach. Powstała dzięki temu unikatowa kolekcja, która dziś jest już historią samej sceny streetartowej.
Gdynia z kolei włącza muralowe działania w szersze wydarzenia kulturalne, takie jak Gdynia Design Days czy lokalne projekty rewitalizacyjne. Często nie są one reklamowane jako „festiwal murali”, ale skutkiem tych inicjatyw jest konkretna, wizualna zmiana przestrzeni. To podejście bardziej rozproszone, ale bardzo skuteczne – murale powstają tam, gdzie naprawdę są potrzebne jako element szerszego procesu.
W mniejszych miastach (np. Słupsk, Tczew, Lębork, Malbork) coraz częściej organizuje się krótkie, intensywne przeglądy sztuki ulicy. To zwykle kilkudniowe wydarzenia, podczas których powstaje kilka murali, odbywają się warsztaty graffiti dla młodzieży, spotkania autorskie i koncerty. Formuła jest stosunkowo prosta, ale mocno działająca na wyobraźnię – mieszkańcy mogą śledzić proces tworzenia od pierwszego szkicu po gotową pracę, a jednocześnie zadawać pytania, dyskutować, wyrażać swoje zdanie.
Festiwale muzyczne i taneczne w przestrzeni publicznej
Pomorska kultura ulicy to nie tylko obraz. Na ulicach miast regionu bardzo silna jest również obecność muzyki i tańca. Występy DJ-ów, koncerty hip-hopowe, bitwy taneczne czy jamy graffiti często odbywają się nie w salach klubowych, ale na placach, skateparkach, parkingach czy dziedzińcach.
W różnych latach w Trójmieście działały przeglądy kultury hip-hopowej skupione wokół czterech filarów: rapu, DJ-ingu, tańca i graffiti. Ich znaczenie wykracza poza samą rozrywkę – to przestrzeń, w której młodzi ludzie uczą się organizacji, promocji własnej pracy, współpracy w grupie. Bitwy freestylowe czy turnieje taneczne przyciągają też wyspecjalizowaną publiczność, dla której ważne są styl, technika, flow, a nie tylko medialna popularność.
Do miejskiego pejzażu na stałe weszły także plenerowe koncerty i mikrofestiwale muzyczne odbywające się np. na dziedzińcach instytucji kultury (Europejskie Centrum Solidarności, nadmorskie domy kultury) lub w przestrzeniach postoczniowych. Nie zawsze są one definiowane jako „kultura ulicy”, ale w praktyce korzystają z tych samych mechanizmów: otwartości, dostępności i dialogu z przestrzenią.
Murale jako lustro historii i tożsamości Pomorza
Solidarność, stocznia, port – pamięć na ścianach
Wątki historyczne w pomorskich muralach są niezwykle silne. Nie da się mówić o Gdańsku bez odniesienia do Solidarności, strajków, stoczni i przełomu 1980 roku. Wiele murali pokazuje robotników, suwnice, stoczniowe dźwigi, fragmenty historycznych fotografii, a także cytaty z najważniejszych postaci i dokumentów tamtego czasu.
Te prace pełnią kilka funkcji równocześnie. Są formą upamiętnienia, ale też sposobem „odświeżenia” historii dla młodszych pokoleń. Dziecko idące do szkoły mijające codziennie mural z wizerunkiem Lecha Wałęsy czy suwnicą stoczniową zada w końcu pytanie: „kto to?”, „co to za miejsce?”. W ten sposób ściana staje się impulsem do rozmowy w rodzinie lub w szkole.
Równie ważnym motywem jest portowość i morskość regionu. Murale przedstawiają statki, rybaków, latarnie, fale, mewy – ale również bardziej abstrakcyjne symbole podróży, migracji, zmiany. W miastach przybrzeżnych, gdzie wiele rodzin przez pokolenia związanych było z morzem, taka ikonografia nie jest tylko dekoracją, lecz skrótem doświadczeń całych społeczności.
Kaszubskie motywy we współczesnej estetyce
Charakterystyczny kaszubski haft, tradycyjne kolory i formy coraz częściej pojawiają się w murali i instalacjach miejskich. Artyści sięgają po motywy kwiatowe, ptaki, ornamenty typowe dla kaszubskiego rękodzieła, ale zapisują je w nowoczesny sposób – uproszczony, powiększony, czasem przetworzony na geometryczne kształty.
Dzięki temu lokalna tradycja przestaje być czymś zamkniętym w muzeum czy w szufladzie z obrusami. Staje się żywą częścią codzienności: widoczna na ścianach szkół, przejściach podziemnych, na murach biegnących wzdłuż linii kolejowych. W połączeniu z napisami w języku kaszubskim tworzy to efekt przypomnienia: „to też nasz język, nasza historia”, ale bez presji i patosu.
Takie działania są szczególnie cenne w miejscach, gdzie kaszubskość była przez lata marginalizowana lub traktowana jako folklor dla turystów. Wprowadzenie motywów kaszubskich w kontekst street artu konfrontuje tradycję z codziennością młodych ludzi – skaterów, fanów rapu, graficiarzy – i pokazuje, że można z niej twórczo czerpać, a nie tylko ją powielać.
Murale jako komentarz społeczny
Duża część pomorskich murali ma wyraźny wymiar społeczny. Pojawiają się prace poświęcone migracjom, uchodźcom, kryzysowi mieszkaniowemu, przemocy, zmianom klimatycznym. Trójmiasto, jako obszar o silnej scenie organizacji pozarządowych i ruchów miejskich, naturalnie wykorzystuje przestrzeń publiczną do zabierania głosu w tych sprawach.
Często są to projekty robione w porozumieniu z instytucjami kultury lub NGO-sami, czasem wynikają z oddolnych inicjatyw artystów. Nierzadko budzą emocje i kontrowersje. Dyskusja „czy to jeszcze sztuka, czy to już polityka?” bywa gorąca, ale właśnie w tym tkwi siła kultury ulicy – nie boi się ostrych tematów, nie czeka na akceptację wszystkich.
Jednocześnie wielu twórców świadomie ucieka od dosłownych haseł czy logotypów. Zamiast plakatowego przekazu wybierają metafory, znaki, nieoczywiste zestawienia. Odbiorca musi się zatrzymać, zastanowić, sam nazwać problem. Takie murale nie znikają w tle jako kolejne „ładne obrazki”; stają się punktem odniesienia w miejskiej debacie.

Jak powstaje mural na Pomorzu – od pomysłu do ściany
Od pierwszego szkicu do projektu
Zanim na ścianie pojawi się pierwsza warstwa farby, zwykle trwa długi etap przygotowań. Zaczyna się od pomysłu – zgłoszonego przez artystę, radę dzielnicy, dom kultury, czasem wspólnotę mieszkaniową. Potem przychodzi czas na weryfikację miejsca: czy ściana jest własnością miasta, spółdzielni, prywatnego właściciela; czy budynek ma wpis do rejestru zabytków; czy powierzchnia technicznie „udźwignie” mural.
Dopiero gdy wiadomo, że ściana jest dostępna, artysta przygotowuje koncepcję. Najpierw w postaci szkicu lub kolażu, który pokazuje proporcje, kolory, główne motywy. W wielu pomorskich miastach to właśnie na tym etapie odbywa się najwięcej rozmów: z mieszkańcami klatki schodowej, z radą dzielnicy, z urzędnikami od estetyki miasta. Zdarza się, że pierwotny projekt przechodzi kilka korekt, by uniknąć zbyt dosłownych odniesień, zbyt agresywnej symboliki czy konfliktów światopoglądowych w danej okolicy.
W przypadku murali powstających w przestrzeni historycznie wrażliwej – np. w pobliżu Stoczni Gdańskiej czy w centrach starówek – do procesu włącza się dodatkowo konserwatora zabytków. Tu dochodzi kolejna warstwa negocjacji: jakie kolory są akceptowalne, czy można ingerować w detale architektoniczne, jak wygląda kwestia trwałości użytych materiałów.
Formalności, zgody, konsultacje
Procedury formalne bywają żmudne, ale to one w dużej mierze decydują, czy mural przetrwa dłużej niż jeden sezon. Właściciel ściany musi wyrazić pisemną zgodę, często podpisuje się umowę regulującą prawa autorskie, czas ekspozycji, a nawet sposób ewentualnego zamalowania pracy w przyszłości.
Samorządy – zwłaszcza w Gdańsku, Gdyni i Sopocie – wypracowały różne modele pracy z muralami. Czasem wymagają opinii plastyka miejskiego, czasem powołują komisje złożone z architektów, historyków sztuki i lokalnych aktywistów. Z jednej strony wydłuża to proces, z drugiej ogranicza ryzyko powstania kolejnej reklamowej „siaty” udającej sztukę.
W wielu dzielnicach nieformalnym etapem jest też spotkanie z mieszkańcami. Może to być proste zebranie w filii domu kultury, ale także konsultacje online, ankieta w mediach społecznościowych dzielnicy czy spacer po okolicy z artystą. Dzięki temu mural nie spada z nieba – jest osadzony w lokalnych oczekiwaniach i obawach.
Techniczne kulisy pracy na ścianie
Kiedy projekt jest zaakceptowany, zaczyna się etap przygotowania ściany. Często wymaga ona oczyszczenia z wilgoci, odłupujących się tynków, starych powłok farby. To najmniej widowiskowa część procesu, ale kluczowa dla trwałości. Na Pomorzu, ze względu na klimat i bliskość morza, szczególną uwagę zwraca się na hydroizolację i dobór farb odpornych na sól oraz silne nasłonecznienie.
Sam rysunek przenoszony jest na kilka sposobów. Artyści korzystają z:
- siatki (gridu) – tradycyjnej metody dzielenia projektu i ściany na kwadraty, co ułatwia zachowanie proporcji,
- rzutnika – po zmroku projekt wyświetlany jest na ścianie i odręcznie obrysowywany,
- techniki „freehand” – bezpośredniego rysowania z głowy, typowej zwłaszcza dla twórców z graffiti.
Następnie w ruch idą wałki, pędzle, spraye, czasem aerografy. Wysokości wymagają rusztowań lub podnośników koszowych, co bywa najdroższą pozycją w budżecie. Prace trwają od kilku dni do nawet kilku tygodni, a na tempo wpływa pogoda, komplikacja projektu i liczebność ekipy.
Budżet, sponsorzy i codzienność finansowania
Mało który mural powstaje wyłącznie z prywatnych środków artysty. Najczęstsze źródła finansowania to:
- granty miejskie i regionalne (programy kulturalne, rewitalizacyjne, edukacyjne),
- środki instytucji kultury (domy kultury, galerie, muzea),
- wkład sponsorów prywatnych (lokalne firmy, czasem deweloperzy),
- zbiórki społecznościowe, jeśli projekt ma silne wsparcie mieszkańców.
Na Pomorzu finansowanie często „skleja się” z kilku źródeł – miasto pokrywa ścianę i rusztowanie, instytucja kultury zapewnia kuratora i logistykę, a sponsor przekazuje farby i honorarium. Czasem to mieszkańcy dokładnie wiedzą, czego chcą na swoim bloku, i sami szukają partnerów, składają wnioski o mini-granty, negocjują stawki.
Udział mieszkańców – od konsultacji po współtworzenie
Coraz więcej projektów muralowych na Pomorzu wykorzystuje metody partycypacyjne. Nie chodzi jedynie o pytanie: „czy podoba się państwu ten szkic?”. Wspólne działania zaczynają się dużo wcześniej – od warsztatów z młodzieżą, zbierania opowieści sąsiadów, fotografii z domowych archiwów, które później inspirują finalny obraz.
Popularnym rozwiązaniem są także murale „otwarte”, gdzie część kompozycji przygotowuje profesjonalny artysta, a tło lub powtarzalne elementy kolorystyczne malują mieszkańcy. W praktyce oznacza to weekendowe spotkanie na podwórku z wiadrami farby, w którym biorą udział dzieci, seniorzy, rodzice wracający z zakupów. Obraz staje się wtedy pretekstem do budowania relacji sąsiedzkich, a nie tylko dekoracją.
W kilku pomorskich miastach pojawiły się też murale projektowane wspólnie z grupami o mniejszej widoczności – osobami z niepełnosprawnościami, uchodźcami, młodzieżą z pieczy zastępczej. Ich doświadczenia są wbudowywane w symbolikę pracy, a proces tworzenia bywa ważniejszy niż późniejsza rozpoznawalność dzieła.
Napięcia, wyzwania i przyszłość kultury ulicy na Pomorzu
Granica między sztuką a reklamą
Im większa popularność murali, tym silniejsze zainteresowanie ze strony biznesu. Na pomorskich ścianach coraz częściej pojawiają się realizacje na zlecenie marek – formalnie poprawne, technicznie dopracowane, ale podporządkowane przekazowi reklamowemu. Dla części twórców i mieszkanek to naturalny kierunek rozwoju sceny, dla innych – zagrożenie dla autentyczności kultury ulicy.
Miasta próbują reagować, wprowadzając regulaminy, które odróżniają mural artystyczny od reklamy wielkoformatowej. Pojawia się wymóg oznaczania sponsorów w dyskretny sposób, zakaz umieszczania logotypów ponad określoną powierzchnię lub całkowite wyłączenie śródmieść z takiej działalności. To ciągły proces przeciągania liny między interesem ekonomicznym a wolnością artystyczną.
Legalność vs. nielegalne graffiti
Formalne murale i wspierany przez miasto street art nie wyparły nielegalnego graffiti. Wciąż na wiaduktach, pociągach SKM, murach wzdłuż torów pojawiają się tagi, chromy, throw-upy. Część sceny writerskiej traktuje murale jako „instytucjonalną” gałąź, z którą nie chce się utożsamiać. Inni artyści z graffiti płynnie przechodzą między obiema sferami: nocą robią szybkie akcje na „dzikich” ścianach, za dnia pracują na zlecenie miasta.
Lokalne władze testują różne strategie. Tworzą legalne ściany do malowania, organizują jamy graffiti w ramach festiwali, starają się włączać do współpracy osoby z nieformalnej sceny. Skuteczność jest różna, ale jedno jest pewne: żywa kultura ulicy zawsze będzie mieć swoją niekontrolowaną, spontaniczną część, która wychodzi poza oficjalne ramy.
Gentryfikacja i „upiększanie” dzielnic
Murale i festiwale uliczne pojawiają się często w dzielnicach objętych procesami rewitalizacyjnymi: w starych portowych kwartałach, robotniczych osiedlach, na terenach postoczniowych. Z jednej strony poprawiają wizerunek i samopoczucie mieszkańców, z drugiej – stają się narzędziem gentryfikacji. Kolorowa ściana bywa pierwszym sygnałem, że przestrzeń „nabiera potencjału inwestycyjnego”.
Na Pomorzu dyskutuje się więc nie tylko o tym, co jest na murze, lecz także po co i dla kogo powstaje. Czy mural ma być prezentem dla obecnych mieszkańców, czy wizytówką dla przyszłych, zamożniejszych lokatorów? Czy festiwal uliczny wzmacnia lokalne więzi, czy raczej służy jako scenografia dla turystycznych zdjęć i marketingu miasta?
Ekologia, materiały i trwałość prac
W regionie tak wrażliwym środowiskowo jak Pomorze coraz częściej podnosi się kwestię wpływu murali na otoczenie. Chodzi zarówno o jakość farb (emisje lotnych związków organicznych, mikroplastik), jak i o sposób przygotowania ścian. Artyści i organizatorzy festiwali szukają ekologicznych rozwiązań: farb na bazie wody, mineralnych tynków, recyklingu rusztowań, ograniczenia folii i jednorazowych materiałów.
Pojawiają się eksperymenty z „zielonymi” muralami – łączącymi malunek z roślinnością pnącą, mchem, elementami małej architektury. Choć na razie to pojedyncze realizacje, pokazują kierunek, w którym może rozwijać się kultura ulicy w regionie, gdzie temat zmian klimatycznych i ochrony wybrzeża staje się coraz bardziej namacalny.
Cyfryzacja i nowe media w przestrzeni ulicy
Do tradycyjnych murali dołączają formy hybrydowe: mappingi, instalacje świetlne, projekty wykorzystujące rozszerzoną rzeczywistość. Przykładem mogą być murale, które po zeskanowaniu kodu QR „ożywają” w telefonie – pojawiają się animacje, archiwalne nagrania, opowieści świadków historii. Takie rozwiązania szczególnie dobrze sprawdzają się w kontekście stoczni, portu czy pamięci lokalnej, gdzie dźwięk i ruch dopełniają obraz.
Dla części artystów to szansa wyjścia poza ograniczenia farby i tynku. Dla innych – zbędny gadżet, który odciąga uwagę od samej kompozycji. Niezależnie od ocen, cyfrowy komponent staje się kolejną warstwą pomorskiej kultury ulicy, osadzoną między ścianą a ekranem telefonu przechodnia.
Ulica jako scena spotkania – przyszłe kierunki rozwoju
Między turystyką a codziennością
Pomorze żyje turystyką, a to wpływa na sposób myślenia o sztuce w przestrzeni. Murale przy dworcach, głównych trasach dojścia na plażę czy w okolicach atrakcji turystycznych muszą „zagrać” na dwóch poziomach: być czytelne dla przyjezdnych i jednocześnie nie zbanalizować przekazu dla mieszkańców. Z tego napięcia rodzą się interesujące rozwiązania – prace, które na pierwszy rzut oka są prostym obrazem, a dla osób znających kontekst stają się rozbudowaną opowieścią zakodowaną w detalach.
W mniej oczywistych lokalizacjach – na tyłach bloków, w przejściach podziemnych, przy osiedlowych boiskach – artyści mogą pozwolić sobie na większą eksperymentalność. Te „ukryte” miejsca stają się laboratoriami nowych form, które później przenikają do głównego nurtu festiwali i programów miejskich.
Edukacja, warsztaty i międzypokoleniowe mosty
Kultura ulicy na Pomorzu coraz mocniej łączy się z edukacją. Warsztaty graffiti, zajęcia z projektowania murali, spacery szlakiem sztuki ulicznej prowadzone dla szkół, seniorów czy osób z niepełnosprawnościami wprowadzają do gry nowe grupy. Dzieci, które dziś uczą się trzymać spray w ręku w kontrolowanych warunkach, za kilka lat mogą współtworzyć scenę jako pełnoprawni artyści.
Ciekawym zjawiskiem są także działania międzypokoleniowe. Kiedy nastolatki malują mural na ścianie bloku, a ich dziadkowie przynoszą archiwalne zdjęcia osiedla, powstaje wspólna narracja, w której „stare” i „nowe” nie walczą ze sobą, tylko się uzupełniają. W takim ujęciu ulica przestaje być domeną młodych, a staje się przestrzenią wymiany doświadczeń.
Regionalne sieci współpracy
Miasta Pomorza coraz częściej patrzą na kulturę ulicy nie jak na pojedyncze wydarzenia, lecz jak na sieć powiązań. Organizatorzy festiwali, kuratorzy, artyści, animatorzy z Gdańska, Gdyni, Słupska, Tczewa czy Wejherowa współpracują przy kolejnych projektach, wymieniają się doświadczeniami, „podają sobie dalej” twórców z Polski i zagranicy.
Z takiej sieci mogą wynikać długofalowe programy: trasy spacerów muralowych po całym regionie, wspólne rezydencje artystyczne, projekty na styku sztuki ulicy i edukacji obywatelskiej. Ulica staje się wtedy nie tylko miejscem ekspozycji, lecz także płaszczyzną współpracy ponad granicami gmin i powiatów.
Mikrointerwencje: mała skala, duża zmiana
Obok spektakularnych murali na szczytach kamienic funkcjonuje cały świat drobnych ingerencji w przestrzeń. Naklejki, małe szablony przy przejściach dla pieszych, ręcznie malowane tabliczki z nazwami zaułków, kolorowe wlepki na skrzynkach elektrycznych – to wszystko buduje gęstość wizualną pomorskich miast. Drobne gesty nie są konkurencją dla wielkich realizacji, raczej stanowią ich codzienne tło, widoczne w drodze do szkoły, pracy, na przystanek.
Część takich mikrointerwencji powstaje nieformalnie, część – w ramach programów osiedlowych i warsztatów. Wspólne malowanie ławek, donic czy schodów potrafi zmienić sposób, w jaki ludzie „czytają” dobrze znane podwórka. Z zewnątrz to detal. Z perspektywy mieszkańców – sygnał, że przestrzeń nie jest zamrożona, że można ją współtworzyć.
Murale a polityka pamięci
W regionie tak silnie naznaczonym historią jak Pomorze sztuka ulicy naturalnie styka się z polityką pamięci. Ściany przypominają o dawnych stoczniowcach, niemieckiej przeszłości miast, Kaszubach i Kresowiakach, o lokalnych bohaterkach i bohaterach, którzy nie trafiają do szkolnych podręczników. Murale pełnią funkcję alternatywnych pomników – mniej patetycznych, za to bliższych codzienności.
Spór o to, jak opowiadać historię, często rozgrywa się właśnie na ścianach. Jedni oczekują prostych, heroicznych przedstawień, inni wolą bardziej zniuansowane metafory. Bywa, że projekt konsultowany jest z historykami, muzeami, organizacjami pozarządowymi. Innym razem inicjatywa wyrasta oddolnie – z potrzeby upamiętnienia lokalnego wydarzenia, protestu, wspólnotowego doświadczenia. Ulica staje się wtedy polem negocjacji pamięci, a nie tylko jej dekoracyjnym nośnikiem.
Kultura ulicy poza metropolią
Gdańsk, Gdynia i Sopot są naturalnymi punktami odniesienia, ale pomorska kultura ulicy wyrasta również w mniejszych ośrodkach. W miastach powiatowych i gminnych mural bywa jednym z nielicznych widocznych znaków współczesnej kultury. Tym bardziej widać różnicę między ścianą zaprojektowaną z uwagą a przypadkową reklamą czy anonimowym zamazaniem grafitti.
W takich miejscach ogromną rolę odgrywają lokalni animatorzy: nauczyciele plastyki, pracowniczki domów kultury, członkowie stowarzyszeń. To oni negocjują z właścicielami budynków, szukają skromnych grantów, organizują farby i wolontariuszy. Jeden udany mural może uruchomić lawinę kolejnych inicjatyw – spacerów, warsztatów, współpracy z sąsiednim miastem. Z czasem powstają całe „ścieżki” prac, które łączą mniejsze miejscowości w nieformalną mapę regionu.
Sztuka ulicy a transport i infrastruktura
Przestrzenią szczególnie podatną na działania artystyczne są węzły komunikacyjne: przejścia podziemne, tunele, wiadukty, mury oporowe przy drogach i liniach kolejowych. Tam, gdzie wcześniej dominowały szare tynki i nieczytelne napisy, pojawiają się realizacje współtworzone z kolejarzami, drogowcami, operatorami komunikacji miejskiej. Wizualna poprawa to jedno, równie istotne jest poczucie bezpieczeństwa – oświetlone, pomalowane przejście przyciąga ludzi, a nie tylko ich przepuszcza.
Interesująco rozwija się też wątek tymczasowych interwencji przy okazji remontów. Osłony budowlane, kontenery, ekrany akustyczne stają się płótnem na kilka miesięcy czy sezon letni. Niekiedy te efemeryczne realizacje zapadają w pamięć mocniej niż prace „na stałe”, bo reagują na bardzo konkretny, bieżący stan miasta – objazdy, zamknięte ulice, przeorganizowaną codzienność.
Od sceny lokalnej do międzynarodowej
Pomorscy twórcy coraz częściej funkcjonują jednocześnie lokalnie i globalnie. Biorą udział w festiwalach w innych krajach, przywożą inspiracje z południowej Europy, Ameryki Łacińskiej czy Azji, a jednocześnie wracają na „swoje” ściany w Trójmieście i okolicy. W efekcie na murach spotykają się różne języki wizualne: nordycki minimalizm, latynoamerykańska intensywność kolorów, komiksowe kadry, abstrakcyjne geometrie.
Gościnne zaproszenia zagranicznych artystek i artystów też zmieniają lokalną scenę. Nie chodzi wyłącznie o efekt „wielkiego nazwiska”, lecz o wymianę sposobów pracy: inne podejście do współpracy z mieszkańcami, do budowania narracji, do użycia koloru. Z czasem w regionie zaczyna funkcjonować wspólne „archiwum” rozwiązań i inspiracji, z którego sięgają zarówno profesjonaliści, jak i amatorzy.
Ekonomia twórczości ulicznej
Za kolorowymi ścianami stoją konkretne modele finansowania. Część murali powstaje w ramach miejskich programów kulturalnych, inne – dzięki grantom ministerialnym, budżetowi obywatelskiemu lub mecenatowi prywatnemu. Do tego dochodzą oddolne zrzutki i wolontariacka praca artystów. Każdy z tych modeli niesie inne ograniczenia i inne oczekiwania wobec formy i treści.
Artyści balansują między zachowaniem niezależności a koniecznością utrzymania się z pracy. Jedni traktują murale jako główne źródło dochodu, inni jako część szerszej działalności: projektowania graficznego, ilustracji, animacji. W tle pojawia się rozmowa o uczciwych stawkach, umowach, prawach autorskich, odpowiedzialności za konserwację prac. Kultura ulicy przestaje być postrzegana wyłącznie jako hobby, coraz wyraźniej widać ją jako sektor kreatywny z własną ekonomią.
Sztuka ulicy a inkluzywność językowa i kulturowa
Pomorze jest wielojęzyczne – obok polszczyzny funkcjonuje kaszubszczyzna, języki migrantów, mieszanki slangu młodzieżowego i zapożyczeń z internetu. Coraz częściej murale i napisy w przestrzeni publicznej odzwierciedlają tę różnorodność. Dwujęzyczne hasła, kaszubskie powiedzenia, cytaty z lokalnych autorek i autorów zmieniają ściany w wielogłosową powierzchnię dialogu.
Takie realizacje bywają sygnałem, że dana grupa jest „widziana” w mieście. Mural z kaszubskim motywem w dzielnicy o silnych korzeniach wiejskich, praca odnosząca się do doświadczenia migracji w pobliżu ośrodka dla cudzoziemców, projekt konsultowany z lokalną społecznością romską – to przykłady praktyk, w których sztuka ulicy służy jako narzędzie uznania i włączania, a nie tylko estetyzacji.
Architektura, urbanistyka i „prawo do ściany”
O tym, gdzie i jakie murale mogą powstać, decyduje nie tylko wola artystów, lecz także planowanie przestrzenne, własność budynków, przepisy konserwatorskie. Historyczne śródmieścia bywają objęte szczególnymi ograniczeniami – fasady pod ochroną, wymóg uzgadniania projektów z konserwatorem zabytków, zakazy ingerencji w określonych strefach widokowych. Z kolei na nowych osiedlach deweloperzy coraz częściej traktują mural jako element „pakietu” wizerunkowego inwestycji.
W tle pojawia się pytanie o „prawo do ściany”: kto decyduje o estetyce wspólnej przestrzeni – właściciel, wspólnota mieszkaniowa, miasto, czy może także użytkownicy, którzy z danym miejscem są związani codziennie? Niektóre pomorskie miasta eksperymentują z procedurami, w których mieszkańcy współdecydują o lokalizacji i ogólnym charakterze prac, nie ingerując przy tym w warstwę artystyczną. To próba pogodzenia profesjonalizmu z poczuciem współwłasności efektu.
Dokumentowanie i archiwizowanie efemerycznych prac
Murale, szablony, wlepki i instalacje uliczne z definicji są nietrwałe. Blakną na słońcu, niszczeją od wilgoci, znikają pod warstwą nowej farby albo zostają zastąpione kolejną realizacją. Mimo to rośnie potrzeba dokumentowania tych działań. Pojawiają się społeczne archiwa, profile w mediach społecznościowych, oddolnie tworzone mapy online, które rejestrują zmiany w miejskim krajobrazie.
Z czasem takie zbiory stają się bezcennym źródłem wiedzy o tym, jak Pomorze mówiło o sobie w przestrzeni publicznej. Badacze i badaczki kultury, socjologowie, historyczki sztuki korzystają z nich, by śledzić zmiany w języku wizualnym, tematach, które rozpalały lokalne społeczności, a także w sposobach organizowania się sceny. Każde zdjęcie zamalowanego już muralu to fragment większej opowieści o mieście w ruchu.
Ulica nocą: światło, bezpieczeństwo, inne tempo odbioru
Znaczna część pomorskich działań ulicznych projektowana jest z myślą o dziennym świetle, lecz coraz więcej realizacji bierze pod uwagę także noc. Podświetlenia, elementy fluorescencyjne, współpraca z projektantami oświetlenia miejskiego sprawiają, że murale inaczej funkcjonują po zmroku. Ulica staje się sceną nie tylko dla spacerujących turystów, ale też dla osób wracających z pracy, z nocnej zmiany, z koncertu.
Zmiana pory dnia wpływa na odbiór – to, co w pełnym słońcu jest tłem, wieczorem może stać się głównym punktem odniesienia w krajobrazie. Rozmowa o kulturze ulicy naturalnie splata się więc z dyskusją o bezpieczeństwie, wytyczaniu tras spacerowych i rowerowych, jakości miejskiej iluminacji. Sztuka nie tyle „upiększa” miasto, co pomaga je czytać – także wtedy, gdy światło jest sztuczne, a ruch mniejszy niż w południe.
Przyszłość zapisująca się na murach
Zmiany klimatyczne, migracje, starzenie się społeczeństwa, rozwój technologii – wszystkie te procesy prędzej czy później trafiają na ściany. Pomorska kultura ulicy już teraz reaguje na kwestie podnoszenia poziomu morza, ochrony terenów nadmorskich, transformacji przemysłu stoczniowego czy nowych form pracy. Murale stają się rodzajem nieformalnych manifestów, ale też miejscem zadawania pytań, na które nikt nie ma gotowych odpowiedzi.
Ulice, podwórka, tunele i nabrzeża portowe wciąż będą areną tych rozmów. Kolejne pokolenia artystów i artystek dopiszą swoje warstwy farby, szablonów, cyfrowych nakładek. Nie wszystkie prace przetrwają, nie każda zyska uznanie, wiele zostanie szybko zamalowanych. Ważne jest jednak to, że ściany pozostaną żywą powierzchnią, na której Pomorze negocjuje swoją tożsamość, emocje i marzenia – w skali dzielnicy, miasta i całego regionu.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Gdzie w Gdańsku znaleźć najciekawsze murale i street art?
Największe nagromadzenie murali w Gdańsku znajduje się na Zaspie, która działa jak otwarta galeria na świeżym powietrzu. To właśnie tam powstawały liczne wielkoformatowe prace w ramach projektów festiwalowych i działalności Gdańskiej Szkoły Muralu, często nawiązujące do Solidarności, historii miasta i uniwersalnych tematów społecznych.
Warto też odwiedzić okolice Stoczni Cesarskiej i Europejskiego Centrum Solidarności – tu street art łączy się z industrialną architekturą i portową historią. Kolejne murale znajdziesz w dzielnicach objętych rewitalizacją, takich jak Dolne Miasto, Nowy Port czy Orunia, gdzie prace często powstają we współpracy z lokalnymi społecznościami.
Jak pomorska kultura ulicy łączy się z tradycjami kaszubskimi i lokalną tożsamością?
Sztuka ulicy na Pomorzu coraz częściej sięga po kaszubskie motywy, lokalne legendy i historię portową regionu. Murale nie są tylko dekoracją – opowiadają o pamięci, tożsamości, dawnych zawodach (np. rybackich), a także o ważnych postaciach związanych z daną dzielnicą czy miastem.
Tym samym współczesny street art staje się kontynuacją lokalnych tradycji w nowej formie wizualnej. Zamiast muzealnej ekspozycji, mieszkańcy spotykają swoją historię na ścianach bloków, kamienic i budynków użyteczności publicznej, co wzmacnia więź z miejscem i poczucie dumy z regionu.
Jakie festiwale street artu i sztuki w przestrzeni publicznej odbywają się na Pomorzu?
Jednym z najważniejszych wydarzeń był i jest gdański festiwal Streetwaves, który wyprowadzał sztukę poza turystyczne centra – do parków, na mniej znane plaże i osiedla mieszkalne. Łączył koncerty, performance, instalacje site-specific i działania w przestrzeni dzielnic takich jak Brzeźno, Nowy Port czy Orunia.
W Gdańsku przez lata funkcjonowały także cykliczne projekty muralowe na Zaspie, z udziałem artystów z Polski i świata. Gdynia włącza murale w większe wydarzenia, takie jak Gdynia Design Days i projekty rewitalizacyjne. W mniejszych miastach (np. Słupsk, Tczew, Lębork, Malbork) organizowane są krótkie przeglądy sztuki ulicy, podczas których powstaje kilka murali i odbywają się działania animacyjne.
Na czym polega wyjątkowość murali w Gdyni na tle innych miast Pomorza?
Gdynia mocno wykorzystuje swoją modernistyczną architekturę – murale często są projektowane tak, by z nią dialogować, a nie ją zasłaniać. W centrum miasta prace inspirowane morzem, portem i modernizmem pojawiają się m.in. w rejonie ulic Abrahama, Starowiejskiej i Władysława IV, łącząc proste formy, geometrię i typografię.
Charakterystyczne jest też wykorzystywanie murali jako „bram” do dzielnic – np. na Grabówku czy Oksywiu. W tych miejscach sztuka ulicy podkreśla lokalną historię wojskową, rybacką czy marynistyczną, pomagając przełamać stereotyp wizerunku dzielnic kojarzonych wyłącznie z blokowiskami czy koszarami.
Czy w mniejszych miastach Pomorza też są ciekawe murale?
Tak, scena streetartowa dynamicznie rozwija się także poza Trójmiastem. W Słupsku powstały murale odnoszące się do pracy społecznej, otwartości i różnorodności. W Tczewie artyści często nawiązują do mostów i Wisły, a w Lęborku – do lokalnych legend i postaci historycznych.
Wiele z tych realizacji organizują domy kultury, biblioteki czy młodzieżowe rady miasta. Artyści prowadzą warsztaty, rozmawiają z mieszkańcami i zbierają lokalne opowieści, dzięki czemu murale stają się wizualnym zapisem wspólnej pamięci – np. o dawnej fabryce czy rzece będącej niegdyś centrum życia miasta.
W jaki sposób murale wpływają na życie mieszkańców i wygląd dzielnic?
Murale często są elementem procesów rewitalizacyjnych – szczególnie w Gdańsku i Gdyni. Oprócz poprawy estetyki przestrzeni pomagają budować lokalną tożsamość, podkreślając historię dzielnic i codzienność ich mieszkańców. Stają się pretekstem do spacerów, wycieczek edukacyjnych i sąsiedzkich spotkań.
Co ważne, coraz częściej prace powstają z udziałem lokalnej społeczności: młodzieży, organizacji pozarządowych czy rad dzielnic. Dzięki temu mieszkańcy nie tylko „dostają” gotową realizację, ale współdecydują o jej temacie i formie, co zwiększa ich zaangażowanie w życie miasta i poczucie współodpowiedzialności za przestrzeń.
Czym różni się Streetwaves od typowych festiwali street artu?
Streetwaves nie koncentruje się wyłącznie na muralach ani na jednym, reprezentacyjnym fragmencie miasta. To format, który świadomie unika „pocztówkowych” lokalizacji, przenosząc wydarzenia na peryferia, do dzielnic mieszkalnych i mniej oczywistych miejsc – jak podwórka, boiska czy tereny pod wiaduktami.
Festiwal łączy różne formy: muzykę, performance, działania site-specific, instalacje tymczasowe i sztukę wizualną. Dla mieszkańców oznacza to bezpośredni kontakt z kulturą w codziennym otoczeniu, a dla artystów – pracę z różnorodną, nierzadko „przypadkową” publicznością. Dzięki temu Streetwaves zmienia sposób myślenia o tym, gdzie i dla kogo powinna być tworzona sztuka w mieście.
Najważniejsze lekcje
- Pomorska kultura ulicy wykracza poza klasyczny street art – łączy murale, festiwale i działania w przestrzeni publicznej, tworząc z ulic otwartą galerię o silnym wymiarze społecznym.
- Sztuka uliczna na Pomorzu nie jest tylko dekoracją turystyczną; służy rozmowie o historii, tożsamości, konfliktach społecznych i lokalnej dumie oraz aktywnie włącza mieszkańców w współtworzenie miasta.
- Gdańsk jest kluczowym ośrodkiem muralowym w Europie: Zaspa funkcjonuje jako plenerowa galeria opowiadająca m.in. o Solidarności i historii miasta, a tereny postoczniowe łączą industrialne dziedzictwo z oddolnym i kuratorskim street artem.
- W dzielnicach Gdańska objętych rewitalizacją (np. Dolne Miasto, Nowy Port, Orunia) murale wzmacniają lokalną tożsamość, odwołując się do portowej przeszłości, postaci historycznych i angażując lokalną młodzież.
- Gdynia wykorzystuje murale do dialogu z modernistyczną architekturą i zaznaczania „bram” do dzielnic, łącząc tematykę morską, wojskową i rybacką oraz stopniowo włączając także starsze, „nielegalne” graffiti w pamięć miasta.
- Sopot oraz mniejsze miasta regionu (m.in. Słupsk, Tczew, Lębork) rozwijają własne sceny streetartowe, silnie powiązane z lokalną historią, legendami i ważnymi miejscami, co sprzyja edukacji i integracji społecznej.






