Z danych GUS opublikowanych w lipcu 2026 roku wynika, że w pierwszym półroczu sądy orzekły rozwód wobec około 31,5 tysiąca małżeństw, o blisko 700 więcej niż rok wcześniej. W wyrokach jako przyczyna rozkładu pożycia od lat najczęściej pojawia się niezgodność charakterów, a za tą suchą formułą kryje się zwykle kilka lat rozmów, których nikt nie potrafił dokończyć. Do gabinetu pary zgłaszają się zwykle za późno, tuż przed decyzją o rozstaniu albo zaraz po niej, gdy pytanie brzmi już nie „jak to naprawić?”, tylko „czy warto próbować?”.
Kryzys w związku rzadko zaczyna się od awantury
Rozpad relacji znacznie częściej zaczyna się od ciszy, która z początku bywa nawet wygodna. Rozmowy kurczą się do logistyki: kto odbiera dziecko, kto robi zakupy, kto płaci rachunki. Trudne tematy schodzą pod powierzchnię, bo obie strony wiedzą już, czym kończy się ich otwieranie. Dwoje ludzi nadal mieszka pod jednym dachem, ale mija się w korytarzu jak uprzejmi współlokatorzy.
Z takiego układu rzadko wychodzi się samemu, warto więc skorzystać z pomocy specjalisty. Wiele osób zaczyna poszukiwania od prostego hasła psycholog Gdynia, które prowadzi między innymi do gabinetu https://www.pomocwlabiryncie.pl/, gdzie terapeutka Beata Załucka-Gosk pracuje z parami z całego Trójmiasta. Gabinet działa przy ulicy Konwaliowej 9 w południowej części Gdyni, https://maps.app.goo.gl/jA3t7is3GwLLsfda9, więc z Gdańska i Sopotu można tam dojechać bez wjeżdżania w ścisłe centrum miasta.
Sygnały, których nie warto przeczekiwać
Nie ma jednego progu, po którego przekroczeniu rozmowa ze specjalistą staje się konieczna. Jest natomiast kilka wzorców, które powtarzają się w gabinetach najczęściej i które same z siebie nie mijają.
- Wracacie wciąż do tej samej kłótni, która za każdym razem zaczyna się gdzie indziej i kończy identycznie.
- Jedno z was mówi coraz mniej, bo nauczyło się, że każde zdanie zostanie użyte przeciwko niemu.
- Myśl o rozstaniu wraca regularnie i dawno przestała być groźbą rzucaną w emocjach.
- Bliskość fizyczna zniknęła, a rozmowa o tym wydaje się trudniejsza niż samo milczenie.
- Wydarzyło się coś, czego nie da się cofnąć, a wy krążycie wokół tematu, nigdy go nie otwierając.
Jeden punkt z tej listy jeszcze o niczym nie przesądza. Trzy albo cztery naraz to sygnał, że terapia par ma sens.

Co zrobić, kiedy druga osoba nie chce iść na terapię?
To najczęstsza blokada na drodze do gabinetu i rzadko wynika ze złej woli. Za odmową stoi zwykle obawa, że terapeuta stanie po stronie drugiej osoby, albo przekonanie, że wizyta u specjalisty jest przyznaniem się do porażki. Naciskanie tylko ten opór wzmacnia. Lepiej działa spokojne pytanie o powód odmowy, wysłuchanie odpowiedzi bez ripostowania i propozycja jednego spotkania próbnego zamiast deklaracji na cały proces.
Jeśli i to nie skutkuje, zostaje konsultacja indywidualna. Praca nad własnym udziałem w konflikcie zmienia dynamikę relacji także wtedy, gdy druga strona zostaje w domu. Nierzadko to właśnie ta wizyta sprawia, że partner po kilku tygodniach sam zmienia zdanie.
Czego spodziewać się na pierwszym spotkaniu?
Pierwsza sesja to przede wszystkim rozmowa o tym, po co tu jesteście. Terapeuta wysłucha obu stron, często także osobno, spróbuje nazwać powtarzający się schemat i wyjaśni zasady swojej pracy. Nikt nie zostanie rozliczony, bo szukanie winnego jest tu bezużyteczne.
W gabinecie przy Konwaliowej sesja dla pary trwa 90 minut, a praca prowadzona jest w nurcie określanym jako terapia skoncentrowana na rozwiązaniach. Terapeutka ma w tym nurcie certyfikat pierwszego i drugiego stopnia. To podejście krótkoterminowe, które zamiast analizy przeszłości stawia na to, co w relacji nadal działa. Dla wielu par oznacza to kilkanaście spotkań, a nie lata pracy.
Jeśli któryś z opisanych wzorców brzmi znajomo, najprostszym krokiem jest umówienie jednej rozmowy. Nie zobowiązuje ona do niczego poza tym, żeby przez półtorej godziny szczerze powiedzieć, jak jest.






